Na awarię w mBanku ekonomiczni dziennikarze i publicyści rzucili się jak na przysłowiowe świeże bułeczki. 2,5 miliona klientów w ciągu kilku godzin straciło pewność dotyczącą własnych środków, kont, przelewów i historii rachunku. Czarny poniedziałek mBanku rozpoczęła południowa sesja przychodząca, która wprawdzie zaksięgowała pieniądze na kontach klientów, ale zrobiła to ? jak twierdzi bank ? z błędnymi opisami, innymi danymi nadawców i odbiorców. Albo po prostu pieniądze księgowały się z zupełną dowolnością, czego bank oczywiście nie przyzna, ale co z pewnością będzie podstawą pozwów przeciwko bankowi, o których uprzedzają już klienci na internetowych forach.
Taka awaria nie miała prawa zdarzyć się w banku, który na sztandarze umieścił nowoczesność i internet. To prawda ? systemy informatyczne nie są pozbawione wad. Ale instytucja, która pozwala sobie na to, żeby jej awarie i błędy wyciekały na zewnątrz, jest instytucją słabą. Organizacją, która mówi klientom wprost, że nie ma żadnych zabezpieczeń, które w porę mogłyby uprzedzić o zbliżającym się kryzysie. Co więcej, wskutek awarii bank skutecznie ujawnił dane dotyczące przelewów swoich klientów, ich dane osobowe ? czyli popełnił największe w bankowości przewinienie, bo mimowolnie zerwał z tajemnicą bankową. To dziwi, szczególnie, że dotyczy banku, który i tak od ponad roku zmaga się z coraz głośniejszą akcją ?Nabici w mBank?, zorganizowaną i prowadzoną przez byłych i obecnych klientów banku, którzy nie znaleźli w instytucji nikogo, kto chciałby i potrafił z nimi negocjować.
Dodano: 01-12-2010, 20:58