Owo ?nierobienie? mijało na czytaniu, podziwianiu widoku z tarasu, a także na obserwowaniu naszego gospodarza. Dla niego to był czas, kiedy opuszczał kuchnię, gdzie wszystko już było doprawione i przygotowane na kolację i zaczynał swój jogging. Nie był to jednak taki klasyczny bieg jaki ja, jako biegacz amator uprawiam, biegając po parkach i alejach. On bardzo powoli truchtał po całej posiadłości, podbiegając do każdego domu, w którym mieszkali goście i pytał: Czy wszystko jest OK ? Jak się mamy? Czy czegoś nam nie trzeba? Czasem przystawał i pytał co robiliśmy, jakie mamy plany, co to za muzyka dobiega z mojego komputera? Każdego dnia biegał i rozmawiał z nami przy okazji podnosząc papierki i dokonując inspekcji terenu. Zapytałem go jednego dnia o ten jego bieg. Z wrodzonym sobie uśmiechem i przymrużeniem oka powiedział mi, że to taki jego codzienny sposób by dbać o linię. Potem już bardziej serio dodał, że to najważniejsza chwila jego dnia pracy. Chce bowiem by goście u niego mieszkający wiedzieli, że jest gospodarz, który codziennie się o nich troszczy i każdego dnia mogą z nim porozmawiać. Dzięki temu lepiej odpoczywają- rzucił na koniec.
Dodano: 22-03-2011, 20:28