Kilka dni temu przy stole mój 12-letni syn i jego przyjaciel z rozrzewnieniem komentowali ?Tęczową coca-colę? sprzedawaną w pewnej sieci tanich marketów spożywczych. Rozmowa potoczyła się tak:
- Oj, to dopiero był smak. Kranówka z cukrem i farbką, za 69 groszy?
- No tak, narzekasz, ale po tej coli przynajmniej nie chciało się pić!
- Nie chciało się pić? Za to w połączeniu z porcją popcornu chciało się? rzygać!
Fakt, to trochę niecenzuralne, ale jakoś tak skojarzyło mi się z falą coachingu nieubłaganie zalewającą nasz rynek ?interwencji rozwojowych? ? czasem jest to taka ?Tęczowa cola? z popcornem. Trudno się dziwić, że wokół coachingu wytworzyło się tyle nieporozumień. A szkoda, bo to jeden z najprzyjemniejszych sposobów rzetelnej, prawdziwie rozwojowej pracy. Wiele osób spotkało się z pomysłem coachingu w kontekście zagrożenia swojej pozycji, w perspektywie utraty pracy, wobec wyraźnie zdiagnozowanych trudności z pełnieniem swoich obowiązków. Coaching jest więc dowodem na to, że sobie nie radzą. To tak, jak pójście do terapeuty ? rzecz wstydliwa.
Dodano: 23-03-2011, 13:12