Do katalogu ciekawostek sługa Wasz pokorny zaliczył ostatnio: coachów, którzy sami się chcą superwizować i sprzedają tę usługę klientowi; klienta, który chce, by coach go fascynował i ciągłymi fajerwerkami stymulował - a zależy mu na tym do tego stopnia, że wymaganie to włącza do warunków zdefiniowanych kontraktem; firmę nie płacącą za wykonaną pracę pod pretekstem, że coach nie dostarczył elementów, których w tym kontrakcie nie było.Tę listę można kontynuować, wzbogacając ją w ramach rozliczeń zeszłorocznych o inne wydarzenia z minionego roku. Mamy tu jak leci: publikację artykułów bez zgody autora; zapowiadanie jego uczestnictwa w wydarzeniach, na które nie podpisał jeszcze kontraktu i wbrew jego wyraźnej prośbie, aby tego nie robić; przypisywanie mu tytułów naukowych, których nie posiada; prośbę, aby negocjował sam z sobą; czy też - to jest najlepszy kąsek jak dotąd - negocjowanie zatrudnienia go jako coacha dla dyrektorów o kilkumilionowych pensjach (bez wliczania samochodów i mieszkań służbowych, akcji firmy i premii) za sumę nie przekraczającą wartości dyrektorskich butów (dobrych butów, to prawda). Czemuż zresztą takie wydarzenia powinny dziwić? Żyjemy w tak skomplikowanym świecie, że wszystko powoli staje się poplątane i względnością zaczyna się tłumaczyć coraz więcej rzeczy. Zdrowy rozsądek miesza się z inteligencją, a inteligencja z głupotą.
Dodano: 08-06-2011, 06:30