W czasach napięć politycznych, perturbacji na rynkach finansowych i ekonomicznej zawieruchy, inwestorzy zmieniają swoje priorytety. Najważniejsza staje się dla nich ochrona kapitału. Zysk schodzi na drugi plan. Dlatego niezbyt częste zjawisko świadomego godzenia się na ujemną rentowność niektórych rodzajów aktywów, którego przykład mieliśmy w pierwszych dniach stycznia w trakcie przetargu na niemieckie bony skarbowe, nie powinien nikogo dziwić. Ktoś, kto ma 100 tys. dolarów, może bez spokojnie przechować je w domowych skrytkach. Z milionem dolarów jest już większy kłopot. Trzeba zainwestować choćby w sejf. Posiadacz lub dysponent miliarda dolarów ma prawdziwy problem. Taką kwotę lepiej ulokować nie w sejfie czy bankowym skarbcu, ale w papierach wartościowych mających największą wiarygodność. Czyli w amerykańskich, niemieckich, czy szwajcarskich obligacjach skarbowych. Jeśli chętnych do skorzystania z takiego rozwiązania jest wielu, dochodzi do sytuacji, w której to nie pożyczkobiorca, czyli emitent tych obligacji płaci odsetki, ale pożyczkodawca płaci za możliwość przechowania swego kapitału w bezpiecznym instrumencie, czyli za gwarancję jego zwrotu. Od jesieni 2007 roku, czyli początku globalnego kryzysu finansowego, inwestorzy zaczęli panicznie wycofywać się ze wszystkich instrumentów, które wiązały się z choćby niewielkim ryzykiem i zamieniać je na gotówkę.
Dodano: 18-01-2012, 20:48